Było cztery, to będzie pięć :)

Dnia 23 lutego 2007, o godzinie 11:23:18 nabazgroliłem:

Kolejna zabawa :P. Tym razem wywołany już nie przez pomyłkę przez Ktosia. Zasady: Podać 5 mało znanych rzeczy o sobie i przekazać informacje do 5 kolejny bloggerów dalej. Co prawda jestem człowiekiem, który nie ma pojęcia co o nim wiedzą, a co nie, ale coś tam skrobnę. Zobaczymy, jak mi to wyjdzie. A więc po kolei:

  1. Jestem fanatykiem Linuksa, ale nie mam żadnego na pokładzie. Zawsze uważałem, że Windows jest fe, a Linux rządzi, ale nigdy nie udało mi się (mimo kilkukrotnych prób) przerzucić na Linuksa jako główny system operacyjny. Zazwyczaj zostawał on tylko polem do eksperymentów i nauki, a pracowałem pod Windowsem. Ostatnimi czasy (od pojawienia się WinXP) staram się być natomiast na bierząco z systemami giganta z Redmont. O ile wiele ludzi narzeka, że Vista jest fe, o tyle ja korzystam z niej od dłuższego już czasu jako jedynego systemu na komputerze i jestem z niej bardzo zadowolony. Nie to, żeby nie było z nią problemów, ale wcale nie jest źle.
  2. Trochę zerżnę od Ktosia i napiszę o jedzeniu ;P. A raczej o piciu. Każdy normalny człowiek jako główny napój stosuje herbatę, ewentualnie kawę plus jakieś napoje z procentami. Ewentualne soki są raczej dodatkami, napoje prędzej w podróży albo coś, bo wygodne. No i oczywiście woda mineralna - również podstawa przeżycia dla większości społeczeństwa, szczególnie wśród tych aktywnie uprawiających sport. Blach. U mnie jest totalnie na odwrót. Herbata jest fe (ja w ogóle nie wiem, jak to można pić - wywar z liści :/), kawy nie tknę (w życiu nie piłem i jakoś mi nie spieszno. Odrzuca mnie sam zapach, a ewentualne dodatki kawowe we wszelkich ciastach, lodach i innych tym podobnych tylko psują smak. Woda mineralna - okej, ostatecznie, jak umieram z pragnienia i nie ma nic innego. Jakieś paręnaście mililitrów wypiję dla zmoczenia gardła. Przecież woda w ogóle nie ma smaku, o wartościach odżywczych nie wspominając! Alkohol... Okej, nie mam nic przeciwko. Dobra wiśniówka nie jest zła (chyba na prawdę najsmaczniejszy napój z tych o wysokiej zawartości C2H5OH - mniam). Wino - jak jakieś dobre, najlepiej wytrawne albo półwytrawne, do obiadu - ok, ale w ilości nie większej niż kieliszek. Bo po co? Piwo... Niesmaczne. Autentycznie. Jedyne, jakie pijam to te zwane przez niektórych sokami owocowymi - Reddsy, najlepiej cytrusowe. Po zastąpieniu goryczki kwaskowatością w sumie nie jest złe :). No i do tego wszelkie soki i napoje owocowe - bez tego nie ma życia. Tak dosłownie, bo jest to jedyna forma przyjmowania wody w formie płynnej w większej ilości akceptowana przez mą osobę. No, nie liczę kompotów, ale to właściwie do tego samego się sprowadza - owoce :)
  3. Ok... No to teraz coś o urządzeniach przenośnych. Ludzie niejednokrotnie postrzegają mnie jako geeka - komputerowego maniaka, który bez elektroniki nie może żyć. Na ile jest to prawda w sumie nie mnie oceniać, ale się z tym nie zgadzam. Ale wracam do tematu - komórka? Ok, mam, ale od niedawna. Kupiłem używaną od kolegi jakieś... może dwa lata temu. Trzyma się dobrze, używam mało. Trochę SMSów, jeszcze mniej gadania, ilość oszczędności na koncie rośnie. Wyda się, jak znajdę dziewczynę pewnie :D. Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że telefon jest mniej warty od bilansu konta prepaid. Laptop - e... no dobra, przyznaję się bez bicia. Mam. Ale co z tego? Bateria nie działa, sam laptop to jakiś grat 486, odkąd go kupiłem to nie znalazł praktycznego zastosowania. Miał pracować jako router, ale pozbawiony karty sieciowej po prostu się nie opłacał - zamiast tego bardziej opłacalne było kupienie dedykowanego routera - mniejszy, poręczniejszy, nie żre tyle prądu i nie trzeba kombinować, żeby działał. Żadnych innych urządzeń tego pokroju nie posiadam. Żadnych palmtopów, nawet odtwarzacza MP3 :)
  4. Z serii czego nienawidzę - rozmowa przez telefon. Ktoś zadzwoni do mnie? Ok, nie ma problemu. Nie mam nic przeciwko odbieraniu, a jak już zacznę gadać to nie jest źle. Mówię "halo?", a potem rozmowa zawsze jakoś się klei. Ale jak sam mam zadzwonić, to poza telefonami do znajomych (takich, z którymi jestem na "Ty"), to jest katorga. Zazwyczaj zdecydowanie się na wykonanie jakiegoś telefonu w sprawie załatwienia czegoś zajmuje mi... jakieś dwa dni ;). Więc nie dziw, że mam dużo kasy na koncie :D. Ale nie jest to kwestia oszczędzania pieniędzy. Jak ktoś chce gdzieś zadzwonić, to nie ma problemu - dam mu telefon i niech gada ile chce - po prostu osobiście nienawidzę dzwonienia jako takiego. Dlaczego? Nie mam pojęcia :D.
  5. No i ostatnia rzecz. Drażliwy temat dla wielu osób mojego pokroju - czemu nie mam dziewczyny? Oczywiście mógłbym się tłumaczyć, że "nie spotkałem odpowiedniej osoby", czy "czekam na tę jedyną" i tak dalej. Bujda na resorach. I co się Wam nasuwa na myśl? Czysta kalkulacja, posiadanie dziewczyny jest nieopłacalne (telefony, jak daleko mieszka to wydatki na autobusy, pociągi, whatever, do tego ile czasu się traci, no i prezenty... Dzień kobiet, święto tynkarzy i tak dalej... a właściwie każde spotkanie z "drugą połówką") - kolejna bujda. Znaczy się coś w tym jest, ale na pewno nie to jest przyczyną. Więc zostaje kamienne serce, facet nie widzący świata poza komputerami, bez uczuć w ogóle... Znów bujda. A jaka jest prawda? Są dwie przyczyny:
    1. Nieśmiałość. Wiele osób, które mnie zna nie wierzy, że gość, który prosto po maturze trafia na stanowisko wychowawcy może być nieśmiały. Że człowiek, który zawsze ma tysiąc rzeczy do powiedzenia (choć nie raz milczy, gdy mówi ktoś inny - nienawidzę przerywać czyjejś wypowiedzi bez bardzo uzasadnionego powodu) może być nieśmiały. Ale taka jest prawda. Jak pomyślę sobie, że miałbym komuś, co do kogo uczuć nie mam 100% pewności, wyznać miłość, to mogę zawału dostać. Takie życie biednego człowieka.
    2. Drugi powód, co do którego częściej się przyznaję - przyjaźń. Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Ktoś może swoim wyglądem zawrócić człowiekowi w głowie w mgnieniu oka, ale żeby kogoś na prawdę pokochać, trzeba czasu i poznania. A jak się kogoś zna od dawna, a do tego kocha - nie ma bata - musi być między takimi osobami przyjaźń. No fajnie, ale co jedno przeszkadza drugiemu? Czemu miłość miałaby zrywać przyjaźń? Otóż miłość nie, ale cóż... Świat byłby piękny, gdyby wszyscy się kochali do końca i na zabój. W związku z wywyższym, jeśli dwoje przyjaciół wiąże się w parę, to istnieje mniejsza lub większa szansa, że w końcu się rozejdą. A takie rozejście bardzo rzadko pozwala na powrót do takiej przyjaźni, jaka była przed połączeniem się w parę. Taka smutna prawda. No cóż, pozostaje więc czekanie na kogoś, z kim będzie się można związać na prawdę. Dopóki śmierć nas nie rozłączy...

No i to by było na tyle. Przykro mi, ale nie znam 5 blogerów na tyle, by zapraszać ich do takiej zabawy. Zostają więc Ci, z którymi mam jakikolwiek kontakt. Poza Ktosiem, który sam mnie zaprosił, zostają mi dwie osoby, które mi przychodzą do głowy:

Życzę miłej zabawy :)

Komentarze:

Dnia 25 lutego 2007, o godzinie 12:28:17 Abecadło smoczątka nabazgrolił:

Pięć rzeczy, których jeszcze o mnie nie wiecie

Zostałem zaproszony do zabawy poprzez Dota dzięki jego wpisowi pod tytułem: Było cztery, to będzie pięć. Chwilę odczekałem, zbierając pomysły i pętla na szyi zacisnęła się za pomocą dwóch kolejnych blogerów: mcv (Wirusowa autoinwig[...]

Dodaj komentarz:

Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code